ŚWIATŁO, KTÓRE ZAPRASZA DO ZAUFANIA

Święto Ofiarowania Pańskiego to dzień, który zamyka czas bożonarodzeniowej radości, ale jednocześnie otwiera przed nami bardzo głęboką refleksję. Maryja i Józef przynoszą do Świątyni Dzieciątko Jezus, aby ofiarować Je Bogu. Przynoszą to, co najcenniejsze – swojego Syna. I właśnie tam, w Świątyni, rozbrzmiewają słowa starca Symeona, które od wieków poruszają serca wierzących.

Symeon, człowiek pełen wiary i cierpliwego oczekiwania, rozpoznaje w małym Dziecku Mesjasza i wypowiada słowa: „Światło na oświecenie pogan i chwała ludu Twego, Izraela”.

To niezwykłe wyznanie wiary. W kruchości niemowlęcia Symeon dostrzega Zbawiciela świata. Widzi więcej niż to,
co podpowiada ludzki rozum. Widzi sercem.

Święto Ofiarowania Pańskiego przypomina mi, że Jezus od samego początku swojego ziemskiego życia został oddany Ojcu. Jego życie było darem – całkowicie, bez zastrzeżeń. Stał się Światłem, które przyszło rozproszyć mrok, dać nadzieję
i wskazać drogę tym, którzy jej szukają.

Od 1997 roku dzień ten jest również Światowym Dniem Życia Konsekrowanego. To szczególna okazja, by zatrzymać się przy tych, którzy odpowiedzieli na Boże wezwanie, oddając Mu swoje życie w całości – w zakonach i zgromadzeniach. Ich wybór jest znakiem, że Bóg naprawdę wystarcza, że warto Mu zaufać nawet wtedy, gdy Jego plany przekraczają ludzkie wyobrażenia.

Ofiarowanie Pańskie niesie w sobie także pytanie bardzo osobiste. Bo choć nie wszyscy jesteśmy powołani do życia konsekrowanego, każdy z nas jest zaproszony do ofiarowania Bogu swojego życia – takiego, jakie jest. Z jego radościami i trudami, z pytaniami i niepewnością. To święto uczy mnie, że wiara wymaga zaufania, także wtedy, gdy nie rozumiem, dokąd prowadzi mnie Bóg.

Patrząc na Maryję i Józefa, na Symeona, na Dzieciątko Jezus, zadaję sobie pytanie: Czy ja przyjmuję Boży plan na moje życie? Czy potrafię zaufać, gdy droga staje się niejasna?

Czy pozwalam Bogu prowadzić się tam, gdzie sama może bym nie poszła?

Święto Ofiarowania Pańskiego przypomina mi, że Bóg nie odbiera – On nadaje sens. A światło, które przyniósł Chrystus, wciąż świeci. Trzeba tylko chcieć je przyjąć i pozwolić, by poprowadziło nas przez codzienność – ku pełni życia, do której każdy z nas został powołany.



Emilia

do góry